chociaż latać nie potrafię, patrzę w niebo, wzbić się chcę
dookoła pełno trupów, wyzwolony cały gniew
czas nie liczy się już wcale, rzeczywistość zmienia bieg
cała przeszłość przekreślona – cała przeszłość znikła gdzieś.

każdy marzy, każdy pragnie, każdy swoją drogę zna
komu ufać, komu wierzyć – o tym decydujesz sam
nikt i nic ci nie pomoże jeśli litość w tobie jest
ewolucji transformacja w drobny pył rozniesie cię

nie chce wierzyć się
(jak wiele siedzi w głowie)
tyle pięknych chwil
(człowiek uśmiercił w sobie)
zbyt późno już
nienawiść nami targa
nikt z nas
już nigdy
nie odnajdzie się

pogrążeni jakby w transie, cel obrany – droga w dół
tyle lat zmarnowanych, każdy był jak młody bóg
czas wylizać wszystkie rany, urzeczywistnić kilka snów
wciąż w nadziei, że z popiołów, feniks się odrodzi znów

nie chce wierzyć się
(jak wiele siedzi w głowie)
tyle pięknych chwil
(człowiek uśmiercił w sobie)
zbyt późno już
nienawiść nami targa
nikt z nas
już nigdy
nie odnajdzie się